środa, 15 sierpnia 2012

Smutno















Dzień
za dniem,
bez skargi
oddałam Ci
swoje myśli,
oddałam
swoje słowa
i spojrzenia
i dłonie.

Oddałam
śmieszne,
samotne
serce.
Bez żalu
oddałam Ci
swoje ciało.
Kocham Cię.

-Wiem.- powiadasz,
odchodząc.

Przecież,
ja już nic więcej
nie mam
do ofiarowania.

25.10.1980r.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Dnia 140-stego



A w Ogrodzie Botanicznym
zakwitły tulipany...











Hm. Jak widać liczyłam dni:)))

Po omacku
szukała jego śladów
wśród tłumu.

Ślepa i nieczuła,
nie odgadła
cienia palców
na twarzy,

ciepła
ulatującego z warg,
szelestu traw
po przejściu.

Maj,
tulipanowo wonny,
zlitował się
nad ociemniałą.

Ujrzawszy
przez mgnienie
uśmiech błękitny,
z miłości
oślepła
na powrót.

27.09.1980rok

sobota, 11 sierpnia 2012

W dniu powrotu...



Samotność w tłumie










...byliśmy umówieni na 17.00
Zaniosłam MU wiersz.


Niecierpliwi,
zachłanni,
spragnieni,
biegniemy ku sobie.

Na oślep
odmierzamy czas,
siedmiomilowymi butami zaklęć
w pocztowych ekspresach.

Byle prędzej!

O krok od celu
stajemy,
jak wryci.

Aby,
w nieskończoność
rozciągnąć
sekundy,
milimetr
po
milimetrze
zbliżając się
do źródła.

31.08.1980 rok

piątek, 10 sierpnia 2012

Ciągle tęskniąca...

Ogród Botaniczny
rok 1981












...wędrowałam pieszo do pracy (MPK strajkowało) przez zielony, cichy Ogród Botaniczny.
Nie byłam zła, nie byłam niespokojna, nie myślałam o przewalającej się przez kraj fali ludzkiego gniewu i determinacji.
Tęskniłam. Czekałam . Liczyłam dni.
Jeżeli się bałam, to tylko tego, że coś lub ktoś nas rozdzieli.


Na później

Szukam
zagubionych słów,
półuśmiechów,
palców drżeń
nad moją twarzą,
ciepła szeptów
na karku.

W blasku,
w głośnej od wiatru
i ptaków
ciszy poranka,
odnajduję.

Roztrwonione
pozawczoraj,
niedbale porzucone
na ścieżkach
do wspomnień.

Skrzętnie gromadzę
i układam
w liniach wersów,
otrzepane z liści.

Pytasz,
po co te porządki?

Milczę
o ciemnej godzinie
smutku,
tęsknoty
i samotności.

27.08.1980rok

wtorek, 7 sierpnia 2012

Na odległość




Morze, nasze morze









Został na Wybrzeżu. Ja wróciłam do pracy.
Był sierpień. To był TEN SIERPIEŃ.
Stocznia stała, a ja tęskniłam za dotykiem i zapachem buraczkowego swetra z szorstkiej wełny, który nosił na gołe ciało. I układałam wiersze.
Ech!


Pokonywanie odległości

Wyciągnij dłonie
ku mojej twarzy,

Poprzez
kilometry przestrzeni,
błękitnej od spojrzeń,

Poprzez
krzywiznę planety,
odgadnę dotyk.

Wtedy,
gdy poczujesz na palcach
wilgoć słoną,

To nie deszcz miły,
Płaczę
ze wzruszenia.

sierpień 1980rok

Rozstaliśmy się na dwanaście dni. Wysyłałam Mu listy ekspresem :)

sobota, 4 sierpnia 2012

Kiedyś





Przychodzimy, odchodzimy,
cichuteńko, na paluszkach...








Bez znaku zapytania

Kiedyś,
nie powiesz "do usłyszenia,
kiedyś,
nie zadzwonisz.

Kiedyś,
będzie za późno na rozmowę,
na gest,
na porozumienie.

Kiedyś,
zapomnimy uśmiechnąć się
do siebie.
Kiedy...


czerwiec 1980

czwartek, 2 sierpnia 2012

Dostałam różę


I tylko różę.
Znowu ogarnęło mnie zwątpienie.


Milczenie z różą.

Niektórzy
znają mowę kwiatów.

Słucham
mojej róży
kolczastej,
błękitnie uśmiechniętej.

Słucham
w ciszy,
w niepokoju,
w nadziei.

Nic nie słyszę.
Ona
tylko pachnie.


A zaraz potem:

To tak,
jakbym znowu
miała siedem lat.

To tak,
jakbym nagle poczuła
zapach konwalii,
albo
smak świeżo zerwanego jabłka.

To tak,
jakby wszystkie te rzeczy
zdarzyły się razem,
gdy
zamykasz w swojej,
moją małą dłoń.

Czerwiec 1980rok