wtorek, 31 lipca 2012

Na zapas



***
Zbieram Twoje pocałunki
do urny pamięci,
garściami.

Kiedyś,
w upalne popołudnie,
otworzę skarbiec
i uwolnię je wszystkie.

Wyfruną ludnie,
przylgną do moich warg,
bezwolne i uległe,
jak oswojone zwierzątka.
Tylko moje.


1980rok

poniedziałek, 30 lipca 2012

Przeganianie samotności







Dystans













Krok do przodu, krok do tyłu. To całowaliśmy się, to oddalaliśmy w niezrozumieniu. Dwoje, w końcu obcych sobie, ludzi.

Rysunki

Narysuj mi
swoją samotność,
powiedział ktoś.

Oto
ona.

Mała,
przygarbiona postać,
objuczona
bagażami przeżyć,
w wielkim wietrze,
na skrzyżowaniu
dróg.

Narysuj mi
swoją radość,
powiedział ktoś.

Oto
ona.

Mała,
przygarbiona postać,
podchodzisz z tyłu,
niespodzianie,
obejmujesz ją ramionami,
mówisz:
- Jestem!

15.06.1980rok

A potem tak:


***

Mówisz o samotności,
całując moje palce.
To boli.
To tak,
jakby ktoś odciął dłoń,
wyciągniętą nad przepaścią.

niedziela, 29 lipca 2012

Tak i siak















Jak to w zakochaniu. Towarzyszy mu wielki niepokój, zwątpienie, czasem żal, czasem smutek.
To bardzo wyczerpujące uczucie jest:))
Mama miała mi za złe, że nie przywitałam się z bratem, gdy wpadł kiedyś do nas na rowerze. No cóż, w tym czasie całowałam się z NIM za zamkniętymi drzwiami mojego pokoju....
Na początku widywaliśmy się rzadko, raz, dwa razy w tygodniu. Ciągle tęskniłam.

Niewolnice

Biegniemy
na przełaj przez dni.
Depczemy po drodze
rozmowy z ludźmi,
uśmiechy dzieci
i inne, ważne sprawy.

Spieszymy
na oznaczoną godzinę,
ku oznaczonemu miejscu,
do oznaczonej twarzy.

Osiągamy swój cel
na chwilę przed zmierzchem,
gdy zamykają już bramy
do szczęścia.
***
Nazajutrz,
bezmyślne,
ślepe i uparte,
rozpoczynamy bieg
od początku.

Czerwiec 1980rok

sobota, 28 lipca 2012

Schwytana w sieć















Na mojej fali był akurat Gałczyński. Startowałam w "Wielkiej Grze". Miałam głowę jego wierszy, melodii jego wersów, symboli, powtarzających się kolorów i dekoracji. Właściwie na każdą sytuację mogłam mieć poetycką ilustrację.

Więc najpierw Gałczyński - uwielbiam!

KÜFERLIN


Kiedy chłód fioletowy odął usta chimerom,
strzegącym schodów promiennych, co prowadziły do wnjścia,
olbrzymiogłowy Küferlin uniósł żonę jak berło
i do łożnicy ją zaniósł, i złożył na miękkich liściach.

Więc muzykanci poczęli stroić narzędzia kruche,
aby im było słodziej i ciszej, i bardziej miękko,
lecz nie znaleźli poklasku, i skinął Küferlin ręką
i grać rozkazał piorunom, dębom grzmieć, gwizdać wichurom.

Zwęziły się oczy żony od tego huku, od trwogi,
płakać poczęła cicho, bardzo cicho, jak strumień;
tłumaczyłamu, że jest mała, że boi się, że nie rozumie…
Na próżno: śmiał się Küferlin i spalał ją wolno, jak ogień.

A potem już było cicho. Powietrze pachniało morwą
i po ramionach żony pot spływał jak srebrny ocean…
Więc kiedy się uśmiechnęła, westchnęła i usnęła,
przez okno w powale wpadł księżyc i Küferlina porwał.

„Oto mnie w ręce porywa astrologiczny księżyc!”
wrzasnąć zdążył Küferlin, a już rozkręcone włosy
ciągną mu głowę do góry, za głową brzuch i w niebiosy
tak ulatują we dwójkę, a żona śpi i nic nie wie.

O świcie płakał Küferlin. Śmiała się żona i z konwi
lała złocistą wodę w dziecinne usta kwiatów.
„Głupcze — mówiła do męża — on by naprawdę cię porwał,
gdybym za ucho cię mocno nie uchwyciła zębami…”

„Droga”, 1929 nr 8


I ja:




DO KÜFERLINA


Twe usta
są głębokie i ciemne
jak morze.

Utonę w nich
cicho i bezboleśnie,
jeżeli w porę
nie schwytasz mnie
mocno
zębami.


12.06.1980rok

piątek, 27 lipca 2012

Jak grom...




...i niech pilnują nas anioły!











...z jasnego nieba, spadła na mnie ta miłość.
Wiersze zaczęły powstawać szybciutko, urodzajnie.
Na pierwsze Jego imieniny zmajstrowałam (wzorem mojej pomysłowej Bratowej) kajecik, w którym spisałam mu wszystkie.
Zeszycik miał okładkę z zielonego lureksu, takiego samego, jak moja sukienka, w której zobaczył mnie po raz pierwszy.
Którą sobie uszyłam na wesele przyjaciółki Anki.
Którą sobie przerobiłam na wesele koleżanki Wiesi:)
Która była gładka i miła w dotyku, kiedy obejmował mnie w tańcu.

Chwila

Miliardy lat.
Pokolenia poetów.
Hekatomby słów w wersach.
Tony papirusu,
pergaminu
i papieru.
Tysiące nocy nad tworzeniem,
w udręce.

A nikt nigdy
nie przeczuł,
opisać nie zdołał,
ust naszych,
złączonych w pocałunku
wczoraj.

11.06.1980rok
Miesiąc po "wielkim początku"

środa, 25 lipca 2012

Niepewność





Ale czy ja to lubię..?










Nie, nie chodzi o ten dylemat, "czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?" Nic z tych rzeczy.
Wiersz ma datę 25.11.1979 i sądząc po tym, napisałam go na imieniny mojej koleżanki Kaśki P. Przyjaźniłyśmy się może nawet. Ale z perspektywy czasu i różnych wydarzeń, w ogóle tamtego klimatu przyjaźni nie pamiętam.
Potem podarowałam go jeszcze dwóm, czy trzem innym osobom, żeby przedstawić swoją własną niepewność, co do umiejętności porozumiewania się ludzi między sobą.

Nie wiem wszak,
jakie zamieszkujesz lądy.

Nie znam Twych ścieżek
i Ty nie znasz moich.

Obok biegniemy,
czy w przeciwne strony?

Wzrok jest tym zmysłem,
który tylko widzi.

Mowę nam dano
dla pozorów więzi.

Wyciągasz ręce
ponad przepaściami.

Chwycić je pragnę,
choćby palców końce,
by poczuć.
Przyjaźń?
Tylko gładkość skóry?

wtorek, 24 lipca 2012

Trochę córeczka


Lato w Sopocie











W roku 1979 ciągle jeszcze nie miałam własnej córeczki. Z Agnieszką lubiłyśmy się bardzo. Bardzo, bardzo!


Wierszyk malutki dla Agnieszki

Napiszę Ci wiersz,
mała moja, miła moja,
napiszę Ci wiersz o miłości.

Napiszę Ci wiersz
o miłości wysokiej,
jak drzewo baobabu
i jak uśmiech poranny
jasnej.

Napiszę Ci wiersz
o kochaniu.
O kochaniu, jak niebo,
bez brzegów,
i jak niebo
błękitnym.

Napiszę Ci wiersz
o radości,
o radości nad snem Twym
spokojnym,
mała moja, miła moja
córeczko.

Agnieszce- trochę córeczce



1979rok